Papilocare, czyli jak zafundować sobie raka szyjki macicy

Wstęp

Mamy oto, kolejny przykład niesprawdzonego wyrobu medycznego, który nawet nie jest lekiem i nie ma żadnych, wiarygodnych badań potwierdzających jego skuteczność i jego bezpieczeństwo, ale już jest propagowany przez grupę odpowiednio zmotywowanych lekarzy, jako skuteczny i bezpieczny środek w walce z wirusem HPV.

Na wstępie odpowiedzmy sobie na pytanie, co to jest takiego ten, wyrób medyczny ? Otóż, trzeba stanowczo podkreślić, ze wyrób medyczny nie jest lekiem. W procesie rejestracji wyrobów medycznych nie wymaga się wyników wieloletnich badań klinicznych, a chcąc rozpocząć sprzedaż wystarczy poinformować o tym fakcie określone instytucje. W ten sposób na aptecznych półkach pojawiają się farmaceutyki, które upodabniają się do produktów leczniczych, a w rzeczywistości nimi nie są. Wyroby medyczne, w przeciwieństwie do leków, mogą być również polecane przez osoby publiczne lub mające wykształcenie medyczne! W ten sposób konsument czy pacjent wprowadzany jest błąd, gdyż nabywając wyrób medyczny może być przekonany o jego aktywności leczniczej.  zobacz

A więc,  tego typu produkt nie musi spełniać żadnych wymogów dotyczących jego skuteczności, jak również bezpieczeństwa. Jedynym warunkiem dopuszczenia do obrotu jest opinia producenta tego wyrobu i nie musi być poparta żadnymi, powtarzam żadnymi badaniami.  To mniej więcej tak jak gdybyście Państwo zmieszali ze sobą dowolne składniki, wymyślili nazwę oraz dolegliwości lub choroby, na które ma być panaceum, po czym zgłosili to w odpowiednim urzędzie. I to nie jest żart, ale po 14 dniach otrzymujecie pozwolenie na sprzedaż tego czegoś.  Niestety, brak skomplikowanych regulacji prawnych powoduje, że firmy farmaceutyczne masowo wprowadzają na rynek wyroby medyczne w formie przypominającej leki czy suplementy diety!

Tak właśnie zrobił koncern Gedeon-Richter, pomieszał ze sobą kilka składników i wymyślił, podkreślam wymyślił sobie, że będą skuteczne w leczeniu wirusa HPV, bo jeden ze składników ma działanie stymulujące układ odpornościowy i znalazł zastosowanie w leczeniu wirusa opryszczki, po czym bez problemu wprowadził ten specyfik na rynek. W tym miejscu należy podkreślić, że leki stosowane w przypadku opryszki zupełnie nie sprawdzają się w leczeniu wirusa HPV oraz zmian HPV zależnych i tego typu kuracja nie znajduje żadnego uzasadnienia.

I ten produkt medyczny od pewnego czasu robi furorę wśród lekarzy ginekologów i wielu, naiwnych niestety i nieświadomych zagrożenia jakie niesie za sobą stosowanie tego preparatu, kobiet w Polsce. Papilocare, bo o nim mowa, zarejestrowany jest jako produkt medyczny, a obecnie prowadzone są badania kliniczne, również w Polsce, aby to coś stało się lekiem. Już od 2019 roku, a więc od początku badań klinicznych prowadzonych w naszym kraju jest on usilnie reklamowany na wszystkich możliwych zjazdach, sympozjach i kursach kolposkopowych, a nawet przemycany w mediach, jako cudowne panaceum na wirusa HPV, gdzie jako dowód jego wyjątkowej skuteczności przedstawia się przypadki kobiet poddanych leczeniu tym preparatem. Oczywiście, produkt ten jest reklamowany głównie przez tych, którzy te badania kliniczne, oczywiście nie charytatywnie, prowadzą. Zachodzi proste pytanie; skąd ci ludzie od samego początku wiedzą jaki będzie wynik badań klinicznych, skąd wiedzą, że ten wyrób medyczny będzie tak rewelacyjnie skuteczny? Próba odpowiedzi padnie w dalszej części tego felietonu.

Szanowni Państwo, ponad wszelka wątpliwość takie postępowanie jest niezgodne z dobrym obyczajem, by nie powiedzieć z etyką lekarską. Reklamowanie jakiegokolwiek produktu przed zakończeniem badań klinicznych do niedawna było niedopuszczalne.  Ale dzisiaj, jak widać na załączonym przykładzie, nikt nie ma z tym żadnych problemów natury moralnej.

Jest to o tyle niesmaczne, że czytając charakterystykę produktu Papilocare nie ma najmniejszej wątpliwości, iż działanie tego preparatu zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej musi, powtarzam musi być szkodliwe dla śluzówki szyjki macicy. Dlatego też, ja sam nigdy nie zastosowałem i nie zastosuję tego wyrobu medycznego, ale zgłaszają się do mnie pacjentki, którym ten specyfik został przepisany, stąd też moje obserwacje i przestroga dla kobiet i lekarzy.

Zanim omówię szkodliwy mechanizm działania tego wyrobu medycznego, przedstawię Państwu kilka przypadków zastosowania Papilocare, w następstwie którego doszło do dramatycznych niekiedy skutków ubocznych u tak “leczonych” pacjentek. Okazuje się bowiem, że ten wyrób medyczny nie tylko nie jest skuteczny w eliminacji samego wirusa HPV oraz leczeniu zmian spowodowanych przez tego wirusa, ale  w wielu przypadkach zmiany te błyskawicznie potęguje.

Opis przypadków

Przypadek 1.

Kobieta lat 32 z cytologicznym wynikiem LSIL, konsultowana była kolposkopowo w Centrum Cervix w 2019 roku. Stwierdzono ektopię z początkiem fizjologicznych przemian nabłonkowych  na obwodzie i w tym właśnie obszarze niewielkie, początkowe cechy infekcji HPV bez dysplazji nabłonków szyjki macicy.  Zalecono obserwację.

Niestety, kobietę poddano jednak pełnej, 6-cio miesięcznej kuracji preparatem Papilocare.

Po 12 m-cach trafiła d Cervixu na ponowną kolposkopię, ponieważ kontrolna cytologia w luty 2021 roku nadal prezentowała zmiany małego stopnia LSIL. Tym razem, w badaniu kolposkopowym stwierdzono całkowity brak ektopii, a w jej miejscu młody, niedojrzały nabłonek płaski z cechami szalonej infekcji HPV i wykładnikami dysplazji większego stopnia /HSIL/, ogniskowo wnikającymi do kanału szyjki macicy. Pobrano wycinki do badania histopatologicznego, którego wynik brzmiał – dysplazja średniego stopnia – CIN 2 oraz przewlekle zapalenie szyjki macicy.

Następnie, już w innej placówce przeprowadzono leczenie operacyjne metodą chirurgicznej konizacji szyjki macicy. Wynik badania histopatologicznego stożka konizacyjnego potwierdził wcześniejsze rozpoznanie – CIN 2.

Przypadek 2.

Pacjentka lat 28 z cytologicznym wynikiem LSIL i kolposkopowym rozpoznaniem początkowych cech subklinicznej infekcji HPV została poddana pełnej 12 m-cznej kuracji preparatem Papilocare. W czasie i po zakończeniu kuracji dwukrotnie pobierana cytologia nadal prezentowała zmiany LSIL. Do Centrum Cervix trafiła w 2021 roku. Kolposkopowo stwierdzono cechy nasilonej infekcjiHPV z obrazem odpowiadającym zmianom większego stopnia HSIL. Pobrano wycinki – wynik histopatologiczny dysplazja średniego stopnia CIN 2 oraz przewlekle zapalenie szyjki macicy. Na szczęście granica m/nabłonkowa była jeszcze na tyle widoczna, że  udało się zmiany usunąć metodą destrukcji tkankowej, bez chirurgicznego usuwania części szyjki macicy. Pacjentka pozostaje pod obserwacją, pierwsze badanie kolposkopowe i cytologiczne wypadło prawidłowo.

Przypadek 3.

Kobieta lat 25 z cytologicznym wynikiem LSIL w 2019 roku oraz ASC-US w 2020 roku oraz prawidłowym wynikiem kolposkopii z widoczną granicą między nabłonkiem gruczołowym i płaskim, została poddana 2 miesięcznej kuracji Papilocare i po tym czasie wynik kolejnej cytologii /2021/ brzmiał – zmiany dużego stopnia – HSIL.

Pacjentka trafila do Cervixu na konsultacje kolposkopową, gdzie stwierdzono cechy nasilonej infekcji HPV z obrazem zmian większego stopnia HSIL-CIN2/3. Pobrano wycinki do badania histopatologicznego, którego wynik brzmiał – dysplazja wszystkich stopni od malej, przez średnią do dużej – CIN1- CIN3 oraz przewlekłe zapalenie szyjki macicy. Ponieważ granica m/nabłonkowa została już zniszczona przez Papilocare w innym ośrodku podjęto decyzje o leczeniu metodą konizacji szyjki macicy. Pacjentka oczekuje na operację.

Przypadek 4.

Pacjentka lat 36 z cytologicznym wynikiem ASC-US, kolposkopowym obrazem poczatkowego HPV w obrębie szyjki macicy, w 2020 roku została poddana 3 tygodniowej kuracji Papilocare. Po tym okresie zgłosiła się na badania kolposkopowe w naszym Centrum. Kolposkopowo stwierdzono progresję jakościową oraz ilościową zmian HPV zależnych w obrębie szyjki macicy oraz dodatkowo zmiany o charakterze dysplazji większego stopnia /HSIL-CIN2/ w obrębie śluzówki pochwy. Wynik pobranej cytologii brzmiał – zmiany śróddnabłonkowe większego stopnia HSL-CIN2. Odstawiono Papiocare i poddano pacjentkę obserwacji oraz właściwemu leczeniu farmakologicznemu. Po 6 miesiącach uzyskano całkowitą regresję zmian HPV zależnych w obrębie śluzówki pochwy oraz wyraźną regresję zmian w obrębie szyjki macicy. Ze względu na zniszczenie granicy m/nabłonkowej przez Papilocare wykonano diagnostyczną biopsję kanaku szyjki macicy, uzyskując prawidłowy wynik histopatologiczny. Pacjentka pozostaje pod obserwacją z kontrolną wizytą za 12 miesięcy.

Przypadek 5.

Pacjentka lat 33 z cytologicznym wynikiem ASC-US, w lutym 2021 roku została poddana miesięcznej kuracji Papilocare. Po tym czasie, w czerwcu 2021 roku wynik kontrolnej cytologii brzmiał AGC. Pacjentka zgłosiła się do badania kolposkopowego w czerwcu 2021 roku.  Wynik kolposkopii – nasilona infekcja HPV ze zmianami dużego stopnia HSIL. Pacjentka oczekuje na weryfikację histopatologiczną i zapewne konizację szyjki macicy.

Przypadek 6.

Pacjentka lat 23 z cytologicznym wynikiem LSIL, kolposkopowym obrazem płytkiego HPV oraz wynikiem histopatologicznym wycinka – CIN 1, w 2019 roku została poddana 3 miesięcznej kuracji Papilocare. Po tym czasie wynik kontrolnej cytologii brzmiał; zmiany śródnabłonkowe dużego stopnia – HSIL. Pacjentka nie zgłosiła się do planowanej kolposkopii.

Przypadek 7, wart szczególnej uwagi.

Pacjentka lat  27 z cytologicznym wynikiem LSIL, stwierdzonym wirusem HPV z grupy wysokoonkogennej oraz wynikiem histopatologicznym biopsji szyjki macicy potwierdzającym infekcję HPV /koilocytosis/, pod koniec 2019 roku została poddana 3 miesięcznej kuracji Papilocare w jednym z ośrodków prowadzących badania kliniczne tego wyrobu medycznego. Ponowne badanie DNA HPV w styczniu 2020 nie wykazało wirusa HPV, a badanie cytologiczne wypadło prawidłowo. Kolposkopowo /brak opisu/ nadal były zmiany HPV zależne, więc pobrano kilka wycinków i  w każdym z nich histopatolog stwierdził infekcję HPV /koilocytosis/ Mimo to pacjentka została poinformowana, że jest wyleczona, a kolposokopowe i histologiczne cechy HPV są pozostałościami po byłej infekcji.

W tym miejscu muszę dodać swój komentarz – nie ma czegoś takiego jak pozostałości po infekcji HPV w postaci kolposkopowych i histologicznych wykładników tej infekcji HPV, przy braku obecności tego wirusa. Bez wątpienia pacjentka została wprowadzona w błąd. Pytanie dlaczego ?

W lipcu 2020 roku, a więc po kolejnych 6 miesiącach w wykonanym w innym ośrodku badaniu kolposkopowym stwierdzono nasiloną infekcję HPV podejrzeniem dysplazji większego stopnia. Pacjentka trafiła do naszego Centrum celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji w sierpniu 2020 roku. Badanie kolposkopowe wykonane w naszym ośrodku potwierdziło rozległą, nasiloną infekcję HPV /LSIL-CIN1, miejscami na granicy CIN2,  w obrębie całej tarczy części pochwowej szyjki macicy ze współistniejącym, nasilonym, przewlekłym zapaleniem. Granica międzynabłonkowa zniszczona przez Papilocare i zmiany HPV zależne ogniskowo, ale na szczęście płytko wnikające w głąb kanału szyjki macicy.  Wynik cytologii pobranej w naszym Centrum brzmiał – zmiany śródnabłonkowe małego stopnia – LSIL-CIN1.

Dlaczego ten ostatni przypadek jest tak szczególny ? Ano dlatego, że w ośrodku prowadzącym badania kliniczne Papilocare, mimo utrzymującej się, „szalonej” infekcji HPV kobieta została poinformowana, że jest wyleczona i pozbyła się wirusa HPV. I nie można usprawiedliwić tego ujemnym wynikiem badania wirusologicznego, bowiem jest rzeczą powszechnie znaną, że u pewnego procenta kobiet zakażonych wirusem HPV, testy wirusologiczne wypadają ujemnie. Ale mimo ewidentnych cech infekcji HPV, ta kobieta została zaliczona w poczet pacjentek, które zostały wyleczone przez Papilocare i zapewne będzie figurować, jako taka w statystyce badań klinicznych. Jeżeli więc, te badania kliniczne są tak rzetelnie prowadzone, jak opisany przypadek, to nie ma żadnych wątpliwości, jaki będzie ich wynik. Potwierdzeniem moich obaw jest przytaczany już wcześniej fakt, że od początku badań klinicznych ten specyfik jest tak nachalnie reklamowany, jak gdyby ich wykonawcy doskonale wiedzieli, jaki będzie ich wynik.

W sumie, do tej chwili zgłosiły się do nas 23 pacjentki po kuracji preparatem Papilocare, trwającej od 4 tygodni do 12 m-cy. Tylko u jednej z nich nie stwierdziliśmy infekcji  HPV. W 4 przypadkach zmiany wirusowe były takie same, jak przed kuracją Papilocare.  W 18 przypadkach zaobserwowano utrzymujące się lub znaczące nasilenie  infekcji HPV, z czego w 3 przypadkach pacjentki wymagały leczenia operacyjnego, a w jednym wykonano zabieg miejscowej destrukcji tkankowej z powodu zmian o charakterze CIN2 i CIN 3. We wszystkich przypadkach oprócz utrzymującej się infekcji HPV zaobserwowano kolposkopowe i w tych przypadkach, w których pobierano wycinki również histologiczne znamiona „cervicits chronica” śluzówki szyjki macicy o różnym nasileniu. W większości przypadków granica między nabłonkiem płaskim a gruczołowym została zniszczona lub znacząco przesunięta w kierunku kanału szyjki macicy, a tym samym prawdopodobieństwo rozwoju raka wewnątrzszyjkowego u tych kobiet znacząco wzrosło.

Nigdy w mojej zawodowej karierze nie spotkałem tak błyskawicznej progresji samej infekcji HPV, a zwłaszcza stopni dysplazji /CIN/, jak w opisywanych powyżej przypadkach. A jeżeli na 23 przypadków w 18 nastąpiło niekiedy znaczne, niekiedy dramatyczna pogorszenie, a w 4 przypadkach zmiany pozostały na poziomie sprzed leczenia, to uwzględniając szkodliwość wynikającą z mechanizmu działania tego preparatu, nie może być to zbieg okoliczności. 

Szkodliwe działanie Papilocare

Gdyby ten produkt tylko nie był skuteczny w leczeniu zmian spowodowanych przez HPV, to pal sześć naiwni straciliby trochę pieniędzy i tyle. Tymczasem oprócz tego, że nie eliminuje wirusa HPV, ani nie leczy zmian HPV zależnych, to niestety często je potęguje, co widać ewidentnie na przedstawionych przykładach. Ale i na tym nie koniec jego szkodliwego działania.  Śledząc charakterystykę tego wyrobu już na wstępie rzuca się w oczy szkodliwy dla zdrowia kobiety mechanizm jego działania. Otóż, według producenta i jego propagatorów skuteczne działanie Papilocare ma polegać na kontroli i normalizacji, czyli przyspieszeniu procesów reepiteliazacji /odbudowy/ nabłonków w obrębie tak zwanej strefy T. Wytłumaczę teraz ludzkim językiem zarówno lekarzom jak i pacjentkom co to tak naprawdę oznacza. Otóż, przyspieszeniu procesów reepiteliazacji nabłonków w obrębie tak zwanej strefy T,  to jest przyspieszenie fizjologicznego procesu metaplazji płaskonabłonkowej, czyli zastępowania nabłonka gruczołowego ektopii przez nabłonek płaski. Mówiąc wprost, działanie tego wyrobu medycznego, to po prostu usuwanie, czyli niszczenie ektopii. Poza faktem, że nie da się przyspieszyć tego procesu w zgodzie z fizjologią, o czym będzie mowa w dalszej części, zachodzi proste pytanie, po co to robić ? Otóż, według producenta i reklamujących ten produkt lekarzy, zlikwidowanie ektopii ma zmniejszać możliwość infekcji HPV, a co za tym idzie zmniejszyć ilość raków szyjki macicy. Na czym opierają ten optymistyczny scenariusz ? Na znanym od dawna fakcie, ze najwięcej infekcji HPV, a co za tym idzie następowych zmian przedrakowych i raków szyjki macicy  rozwija się na obszarze ektopii, właśnie w procesie przemian  nabłonkowych tam występujących pod nazwą metaplazji płaskonabłonkowej. Przy czym, zaznaczyć należy, że aby do tej infekcji doszło proces metaplazji musi zostać zaburzony przez inne czynniki, najczęściej stan zapalny, czy też uraz mechaniczny. Tak więc sama ektopia i prawidłowo przebiegający proces metaplazji nigdy nie jest przyczyną infekcji wirusem HPV.

Wydawałoby się więc logiczne na chłopski rozum, że skoro najwięcej raków rozwija się w obrębie ektopii, to wystarczy zlikwidować ektopię i po będzie problemie. Ale nauka dzisiaj, to nie jest już tylko chłopski rozum. Przez stulecie próbowano różnymi sposobami niszczyć ektopię, wypalano, „zamrażano” i chemicznie koagulowano,  a nawet wycinano ją chirurgicznie i nigdy nie przyniosło to efektów w postaci zmniejszenie się ilości raków szyjki macicy u tych kobiet.  Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje jest bardzo prosta i również znana od dawien dawna. Pisałem o tym wielokrotnie,  zobacz  zobacz ale powtórzę raz jeszcze. Otóż, mówiąc obrazowo, dalsza część ektopii znajduje się w kanale szyjki macicy. I chociaż w tym miejscu już nie nosi nazwy ektopia, to jest to taki sam nabłonek gruczołowy, który podlega takim samym procesom przemian nabłonkowych, czyli procesom metaplazji pośredniej, jak nabłonek gruczołowy ektopii, na zewnątrz szyjki macicy.  I tam również, procesy te w takim samym stopniu mogą ulec zaburzeniu doprowadzając do pojawienia się infekcji HPV, stanów przedrakowych i wreszcie raka szyjki macicy. Dlatego też, usunięcie ektopii w żadnym wypadku nie rozwiąże problemu, nie zmniejszy ilości infekcji HPV  i nie uchroni kobiety przed rozwojem nowotworu, a wręcz zwiększy prawdopodobieństwo jego wystąpienia, bowiem po usunięciu ektopii miejscem, które najczęściej będzie atakował wirus HPV i w którym najczęściej powstanie rak, będzie kanał szyjki macicy, a więc miejsce w którym jego wykrycie jest bardzo utrudnione.

Również każdorazowe zmniejszenie  obszaru ektopii niejako „przybliża” kobietę do zachorowania na trudnego do wykrycia raka szyjki macicy. Bowiem proces metaplazji pośredniej odpowiedzialny za znikanie ektopii jest procesem fizjologicznym i występuje u każdej kobiety od okresu dojrzałości płciowej do okresu menopauzy. Zastępowanie nabłonka gruczołowego przez płaski postępuje od obwodu ektopii w kierunku ujścia zewnętrznego, a następnie w głąb kanału szyjki macicy aż do ujścia wewnętrznego. I w żaden sposób nie można go powstrzymać ani wpłynąć na czas jego przebiegu. Czas ustępowania ektopii jest indywidualnie zmienny, trwa on od kilku do kilkudziesięciu lat i również w żaden sposób nie można go przewidzieć, ale zależy on także, jeżeli nie przede wszystkim od wielkości ektopii. Im większa ektopia, tym dłuższy proces jej ustępowania, a tym samym dłuższe „bezpieczeństwo onkologiczne”, czyli znamiennie większa możliwość skutecznego wykrywania raka szyjki macicy i stadiów go poprzedzającym u takich kobiet. Każdorazowe zmniejszenie obszaru ektopii skraca czas jej ustępowania a tym samym jest działaniem zdecydowanie niekorzystnym dla kobiety. Mówiąc wprost, im większa ektopia, tym dłużej będzie się utrzymywać na szyjce, /może nawet do śmierci/ a dopóki będzie ta ektopia, dopóty nie rozwinie się rak w kanale szyjki macicy.

A przecież, nie trzeba dowodów naukowych, by zrozumieć, że dostępne dla ludzkiego oka stany przedrakowe i raki zlokalizowane „na zewnątrz” szyjki macicy, właśnie w obrębie ektopii i strefy regeneracji są o wiele łatwiej wykrywane niż ukryte w kanale szyjki macicy z tej, prostej przyczyny, że do kanału szyjki macicy po prostu nie da się zajrzeć. Mimo to, w rękach doświadczonego, szkolonego w ubiegłym stuleciu lekarza, posługującego się kolposkopem optycznym, kolposkopia jest w stanie samodzielnie, na podstawie wszystkich danych, w tym oceny strefy ujścia zewnętrznego wykryć w porę, aby uratować życie nawet do 90% tego typu zmian w kanale szyjki macicy, a łącznie z cytologią nawet do 95%. Oczywiście, mam na myśli regularne badania kolposkopowe, bo pojedyncze badanie kolposkopowe wykryje maksymalnie, około 30-50% takich raków. Niestety, dzisiejsza kolposkopia, przy użyciu videokolposkopów, a zwłaszcza kolposkopów mobilnych nawet w przypadku regularnych badań nie rozpozna nawet 30% takich raków, zlokalizowanych w kanale szyjki macicy.  Z kolei sama cytologia, która jak wiadomo wykrywa wszystkie zmiany przedrakowe i rakowe zaledwie w 50-60%, a więc raków wewnątrzszyjkowych wykryje znacznie mniej, około 20-30%. Oczywiście o procenty można się spierać, ale tak, czy inaczej stany przedrakowe i raki zlokalizowane „na zewnątrz” szyjki macicy, właśnie w obrębie ektopii i strefy regeneracji doświadczony lekarz kolposkopujący wykrywa praktycznie w 100%. A pewien, nawet znaczący procent raków wewnątrzszyjkowych zawsze pozostanie nierozpoznany, bez względu na doświadczenie badającego.

Wytłumaczenie dlaczego ten preparat powoduje nasilenie infekcji HPV jest również bardzo proste. Otóż, jak już wspomniałem w żaden sposób nie da się przyspieszyć fizjologicznego procesu metaplazji pośredniej, płaskonabłonkowej, czyli przemiany nabłonka gruczołowego w nabłonek płaski. Można tylko dokonać fizycznego zniszczenia nabłonka gruczołowego, a wtedy w jego miejscu powstanie nabłonek płaski.  I tak działa ten preparat, powoli uszkadza nabłonek gruczołowy, a w jego miejscu pojawia się nabłonek płaski. Daje to złudzenie przyspieszenia procesu metaplazji, ale tak naprawdę nie ma z nim nic wspólnego. W tym wypadku bowiem, do powstania nabłonka płaskiego, dochodzi w zupełnie inny sposób niż w przebiegu metaplazji, a mianowicie na drodze ziarninowania i nabłonkowania nadżerki prawdziwej, która to powstaje po zastosowaniu Papilocare. I o ile niezaburzona metaplazja prowadzi do powstania prawidłowego, pełnowartościowego nabłonka płaskiego, to nabłonek płaski powstały po zastosowaniu Papilocare w większości przypadków nie jest nabłonkiem pełnowartościowym. Jest to nabłonek z cechami przewlekłego zapalenia o różnym nasileniu, który jest  wiele bardziej podatny na działanie  czynników kancerogennych, również wirusa HPV. W tym, co napisałem jest już odpowiedź na pytanie dlaczego  w większości przypadków dochodzi do rozprzestrzenienia się infekcji HPV w wyniku stosowania Papilocare. Aby wirus HPV wniknął w głąb nabłonka potrzebne jest uszkodzenie powierzchni tego nabłonka i wystarczą do tego drobne „mikrourazy”. A to właśnie czyni ten “cudowny żel” pod tytułem Papilocare w obrębie całej śluzówki szyjki macicy, a nawet pochwy. Pojawiają się ubytki /nadżerki/ w nabłonku niezajętym jeszcze przez wirusa, przez które wirus bez przeszkód wnika w głąb i rozpoczyna swoją, niszczycielską działalność.  Wszystko to, co napisałem potwierdzają opisane przez mnie na wstępie przypadki 23 kobiet „leczonych” tym wyrobem medycznym, który o zgrozo, wkrótce stanie się lekiem.

Ektopia i teorie spiskowe

Od ponad 50 lat nic się w cywilizowanym świecie nauki nie zmieniło w kwestii ektopii szyjki macicy, nie pojawiły się  żadne, nowe doniesienia naukowe, jakoby ektopia była w jakikolwiek sposób szkodliwa dla zdrowia kobiety, a zwłaszcza, żeby była przyczyną infekcji HPV i raka szyjki macicy i dlatego koniecznie trzeba ją usuwać. W takim świecie nauki ektopia nie jest chorobą.  Aby nie być gołosłownym podam tylko jeden, pierwszy z brzegu przykład. Wchodzimy do biblioteki PubMed, wpisujemy w wyszukiwarce “cervical ectopy” i otrzymujemy listę publikacji.

Na pierwszym miejscu pojawia się publikacja „Cervical ectropion” z 2021 roku, w której na wstępie czytamy:

“Ektropion” szyjki macicy jest “stanem łagodnym”, uważanym za prawidłowy, występujący u kobiet w wieku rozrodczym. W tym stanie komórki gruczołowe (nabłonek walcowaty) wyściełające szyjkę macicy są obecne na “ektoszyjce”, co prowadzi do ekspozycji komórek walcowatych na środowisko pochwy. Stan taki jest również znany, jako ektopia szyjki macicy lub wywinięcie śluzówki kanału szyjki macicy. Taki stan jest również określany, jako erozja/ubytek/ nabłonka szyjki macicy, co jest mylącym terminem, ponieważ w tym przypadku nie ma rzeczywistej erozji szyjki macicy. Jest zwykle stwierdzany podczas rutynowych badań miednicy u kobiet w wieku rozrodczym. Ektopia to stan nie dający objawów, ale został on niesłusznie połączony z przewlekłym zapaleniem szyjki macicy. Jest to powszechny stan fizjologiczny wśród nastolatków i kobiet w ciąży”.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK560709/

Jak wspomniałem, publikacji jest na ten temat mnóstwo i każdy może je bez problemu odnaleźć.

Pisałem o tym niejednokrotnie, zobacz  zobacz  uczył o tym mój Ojciec, Profesor Jan Madej, uczyłem i ja na wielu kursach kolposkopowych, a następca mojego Ojca, Pan Profesor Antoni Basta mówił wprost, że usuwanie ektopii jest błędem w sztuce lekarskiej. Dla niewtajemniczonych błąd w sztuce lekarskiej, to jest coś, za co można lekarza postawić przed sądem.

https://pulsmedycyny.pl/bledne-diagnozowanie-nadzerek-880191

Niestety, raz na jakiś czas kolejny koncern próbuje zrobić biznes na usuwaniu ektopii i jak widać zawsze znajdą się tacy, którzy są gotowi brać w tym udział, oczywiście za sowite wynagrodzenie. A że jest to biznes, to nie ma żadnych wątpliwości, bo trzeba Państwu wiedzieć, że około 80 procent kobiet na świecie ma na szyjce macicy różnej wielkości ektopię, którą gdzie nie gdzie, tak jak w naszym kraju nadal, błędnie określa się, jako nadżerkę. Są kraje, gdzie od lat kwitnie nadżerkowy biznes  polegający na usuwaniu ektopii i niestety do tych krajów należy, by nie powiedzieć przoduje wśród tych krajów, od dawien dawna także Polska.

Tym razem znaleziono kolejny pretekst, by „leczyć” ektopię i nie bez powodu koncern Gedeon-Richter skierował się właśnie do Polski, celem przeprowadzenia badań klinicznych produktu, który ma do tego „leczenia” służyć.  Polska bowiem, jako jeden z nielicznych krajów była miejscem, gdzie jeszcze pod koniec XX wieku usuwano tak zwane nadżerki szyjki macicy na “skalę przemysłową”. Dopiero na skutek właściwych działań edukacyjnych Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjlogii Szyjki Macicy /PTKiPSM/, założonego i prowadzonego przez twórcę Polskiej Szkoły Kolposkopii, profesora Jana Madeja, a potem przez jego następcę profesora Antoniego Bastę, proceder ten w znacznym stopniu został ograniczony.  Jak widać obecny prezes PTKiPSM, notabene uczeń zarówno Profesora Madeja, a przede wszystkim Profesora Basty wraca do „korzeni” i znowu Polska staje się krajem nadżerkami i szkodliwymi ektopiami płynącym.

Zaznaczyć trzeba, że mechanizmy przemian nabłonkowych w obrębie ektopii są znane tylko lekarzom koloskopującym. Lekarze, którzy nie posługują się kolposkopią takiej wiedzy, co jest zrozumiałe nie posiadają. Dlatego na obecnym etapie nie można mieć do  nich większych pretensji o to, że stosują ten szkodliwy preparat u swoich pacjentek. Dzisiaj zastrzeżenia można mieć tylko i wyłącznie do tych decydentów ginekologicznych, którzy z sobie tylko znanych przyczyn ten preparat reklamują i reklama, to jest właściwe słowo dla określenia działania tych ludzi.  Jest zdumiewającym, że preparat o tak szkodliwym  działaniu na szyjkę macicy mogą promować obecny Prezes oraz były, wieloletni wiceprezes PTKiPSM, a więc ludzie którzy  mienią się, jako eksperci z dziedziny kolposkopii. Niestety, poziom kolposkopii na świecie, a zwłaszcza w Polsce uległ z wielu powodów dramatycznemu obniżeniu. Nie ma w cienia przesady w stwierdzeniu, że dawne, PTKiPSM założone i prowadzone przez pasjonatów i profesjonalistów,  w stosunku do obecnego, prowadzonego przez przypadkowych, nie znających realiów kolposkopii praktycznej ludzi ma się tak, jak izba lordów do izby wytrzeźwień. I niezbitym dowodem na to jest właśnie bezmyślne propagowanie przez tych ludzi stosowania takich preparatów, jak Papilocare. Z drugiej strony, czy o poziom kolposkopii, czy o zwykły biznes  w tym przypadku chodzi, to też można mieć wątpliwości. Przecież badania kliniczne, które oczywiście prowadzi Pan Prezes PTKiPSM jak i wszelkie inicjatywy w tym, publiczne wykłady /webinary/ organizowane przez PTKiPSM i związane z promowaniem Papilocare, są sponsorowane przez producenta tego wyrobu medycznego, czyli koncern Gedeon-Richter.

Reklama dźwignią handlu

Proszę zapoznać się  z treścią wykładu /webinaru/ prowadzonego przez Prezesa PTKiPSM, który dotyczy profilaktyki i diagnostyki raka szyjki macicy,  A jednak przez dużą część tego wykładu na monitorze widnieje baner reklamowy Papilocare.

https://kolposkopia.info/pacjentka/profilaktyka-i-diagnostyka-raka-szyjki-macicy-webinar/

I jak widać, szanowny Pan Prezes doskonale zdaje sobie sprawę, że tak nie wolno, bo ani raz nie wymienił nazwy tego preparatu, jako antidotum na wirusa HPV.  Sprytne?  Nie, dla mnie, to bez dwóch zdań „reklama na chama”. I bez dwóch zdań, to nieobyczajne działanie, sprzedawanie swojego wizerunku do,celów reklamowych, co jest niezgodne z Kodeksem Etyki Lekarskiej. Ale sponsor swoje dostał i Pan Prezes swoje dostał, więc zapewne wszyscy ukontentowani.

Zobaczmy przy okazji, jak Pan Prezes dokumentuje cudowne działanie Papilocare. Oto zdjęcia szyjki macicy przed kuracją Papilocare /A/, przedstawiające ektopie wrodzoną szyjki macicy, rzekomo z cechami infekcji HPV. Rzekomo, bowiem nie ma tam śladu infekcji HPV.

  

I kolejne zdjęcia rzekomo tej samej szyjki /B/,  po 6 miesięcznej kuracji Papilocare, na którym już tej ektopii nie ma.

I według Pana Prezesa, eksperta kolposkopii ektopia, to ubytek nabłonka, a całkowita regresja ektopii jest powodem do dumy i dowodem na skuteczne działanie Papilocare w eliminacji wirusa HPV – dramat. Oczywiście nigdzie nie przedstawia on na to żadnych dowodów naukowych, bo takowych nie ma. Natomiast dla mnie Szanowni Państwo,  przypadek ten, to jest nic innego, jak… „zapis zbrodni”. Ektopia wrodzona, w przeciwieństwie do laceracyjnej /nabytej/ wolniej ustępuje i była duża szansa, że u tej kobiety utrzyma się na szyjce nawet do końca życia. Więc po pierwsze, gdyby wstrzymano się z kuracją , to zapewne infekcja HPV, jeżeli by tam była, to ustąpiłaby samoistnie, a po drugie, nawet jeżeli pacjentka ta byłaby w tym 1% kobiet, u których w wyniku infekcji  HPV dochodzi do rozwoju raka szyjki macicy, to proces ten na 99.9% zostałby wykryty, zanim jeszcze ten rak by się pojawił dzięki temu, że rozwijałby się  w miejscu doskonale widocznym i dostępnym dla każdego badania. Tymczasem, bezmyślnie zniszczono ektopię i tym samym zwiększono o 100% ryzyko rozwoju raka szyjki macicy w miejscu, w którym jego wykrycie jest bardzo trudne i czasami niemożliwe do wykonania.

Przy okazji trzeba wyjaśnić niewtajemniczonym, że dla udokumentowania jakiejś teorii, czy  też obserwacji można posłużyć się ilustracjami i zdjęciami podobnych przypadków, do tego który w danej chwili opisujemy. Jest to dopuszczalne, często praktykowane i jak najbardziej zrozumiałe w świecie nauki. Wszystko jednak ma swoje granice, nie można jawnie gwałcić rzeczywistości i przestawiać nieistniejące fakty, jako dowody naukowe. Tymczasem, tak właśnie się dzieje w tym przypadku. Po pierwsze, w obrębie ektopii przedstawianej na pierwszych trzech małych zdjęciach /A/ nie ma żadnych śladów infekcji HPV, a po drugie, nie ma żadnej możliwości, aby z takiej ektopii po sześciu miesiącach kuracji żelem Papilocare, powstał taki nabłonek jak na kolejnych trzech małych zdjęciach /B/. Owszem, Papilocare może w tym czasie zniszczyć ektopię, ale w żadnym wypadku nie będzie to wyglądało tak, jak na tych zdjęciach. Mówiąc obrazowo, nie ma żadnej możliwości, aby z tego co przedstawia zdjęcie pierwsze A, po kuracji Papilocare zrobiło się to, co widnieje na zdjęciu drugim B. Poza tym, przecież nawet laik może zauważyć, że zdjęcia A i B, to są to kompletnie różne szyjki macicy i w dodatku nie dwie, tylko trzy, różne szyjki macicy. Nawet wobec pacjentek, to jest już niedopuszczalna manipulacja faktami, mająca przedstawić coś, co w rzeczywistości naukowej nie ma miejsca. Na tego typu mistyfikację mogą się nabrać tylko niczego nieświadome kobiety, lub niektórzy “specjaliści” od kolposkopii z certyfikatem “masterclass” masowo produkowani przez obecny zarząd PTKiPSM. 

W tym miejscu należy również podkreślić, że niedopuszczalną i wręcz karygodną przynajmniej dla mnie rzeczą, jest zachęcanie ginekologów do stosowania tego wyrobu w przypadkach zmian większego stopnia /HSIL/, mimo iż nie zostały przeprowadzone żadne, powtarzam żadne badania w tym kierunku, a tym samym nie ma żadnej pewności, że Papilocare nie pogorszy takich zmian i  nie doprowadzi do rozwoju raka szyjki macicy w tych przypadkach.  A taki proceder ma miejsce w publikacji “Zachowawcze leczenie kobiet z nieprawidłowym wynikiem badania cytoonkologicznego – dopochwowa terapia żelem zawierającym wyciąg z Coriolus versicolor o miejscowym działaniu immunomodulującym”. zobacz Jest to laurka wystawiona temu preparatowi przez Pana Prezesa PTKiPSM i współautorów już w lipcu 2019 roku, a więc na samym początku badań klinicznych. Niestety, pacjenci nie mają szans na przeczytanie tej publikacji, ponieważ jest tylko dla lekarzy mimo, iż nie ma żadnego powodu, aby tak było. Jeżeli na tym etapie badań tak nachalnie reklamuje się ten produkt, to tego typu publikacje obowiązkowo powinny być dostępne przede wszystkim dla pacjentek. Tak, czy inaczej, to jest jeszcze jeden dowód “pełnej” transparentności przy promowaniu tego wyrobu medycznego. Oto cytat z tej publikacji:

“Nieprzeprowadzenie formalnych badań naukowych u kobiet z HSIL, kłykcinami kończystymi w obszarze uroanogenitalnym oraz zmianami na odbycie nie stanowi przeciwwskazania do rozważenia leczenia zachowawczego z użyciem preparatu poza wskazaniami rejestracyjnymi (off‑label) pod warunkiem wdrożenia rygorystycznego/ścisłego nadzoru lekarskiego”.

A więc, króliki doświadczalne do boju! A jak stracicie zdrowie, to już Wasz problem, z którym pozostaniecie same. Niestety, to jest znak dzisiejszych czasów. Wszystkie leki i szczepionki, zanim tafią na rynek są rzetelnie i uczciwie przebadane, a jeżeli nie są, to i tak wolno je stosować. Piszę leki, bo lada moment ten wyrób medyczny stanie się lekiem.

Terapia za wszelką cenę

Wróćmy do meritum, puśćmy wodze fantazji i załóżmy przez chwile, że ten preparat będzie skuteczny i usunie wirusa HPV z organizmu kobiety. Zachodzi wtedy proste pytanie; i co z tego, że usunie, czy ktoś pomyślał co będzie dalej ? Przecież preparat ten nie zapewnia odporności, czyli nie zabezpiecza kobiety przed kolejnym zakażeniem, nawet tym samym typem wirusa, nie mówiąc już o innych jego typach. Większość z tych kobiet ma stałego, lub będzie miało kolejnego partnera seksualnego, który zwykle też jest „posiadaczem” tego samego lub innych typów wirusa HPV, a jak na razie preparat ten nie jest przeznaczony dla mężczyzn. Tak więc, nawet przy regularnym stosowaniu prezerwatywy bez wątpienia prędzej, czy później u większości tych, „wyleczonych” kobiet dojdzie do ponownej infekcji HPV. Tylko problem polega na tym, że powierzchnia nabłonkowa szyjki macicy u  kobiet „leczonych” wcześniej Papilocare będzie już tak, niekorzystnie zmieniona, że ponowna infekcja HPV w zdecydowanej większości przypadków będzie dotyczyła nabłonka gruczołowego kanału szyjki macicy, a więc, mówiąc obrazowo tej części ektopii, która jest niewidoczna w badaniu ginekologicznym, jak również i kolposkopowym. Tym samym, kuracja preparatem Papilocare może dać kobiecie złudną chwilkę szczęścia, że pozbyła się wirusa HPV, nie biorąc pod uwagę faktu, że jednocześnie funduje jej zdecydowanie większe ryzyko zachorowania na wewnątrzkanałowego raka szyjki macicy w przyszłości.  A więc takiego raka, który jest bardzo trudny do wczesnego wykrycia i którego nawet ponad 50% przypadków nie zostanie w porę wykryte przez żadną z metod diagnostycznych, w tym również przez dzisiejszą kolposkopię, z naciskiem na dzisiejszą. 

Dodatkowo, absurdalności tej terapii dodaje fakt, że przecież większość infekcji HPV, zwłaszcza u kobiet do 30 roku życia jest przejściowa i w przeciągu 12-24 m-cy samoistnie, powtarzam samoistnie ustępuje. Oprócz niepalenia papierosów, nie potrzeba żadnego leczenia, aby pozbyć się wirusa HPV. A co najistotniejsze u tych kobiet, w przeciwieństwie do kobiet leczonych Papilocare, powierzchnia nabłonkowa szyjki macicy po ustąpieniu wisusa HPV pozostaje taka sama, jak przed infekcją. Jeżeli na szyjce była ektopia lub widoczna granica miedzy nabłonkiem płaskim, a gruczołowym, to nadal tak pozostanie i nie będzie zagrożenia, że kolejna infekcja lub reinfekcja zwiększy w istotny sposób ryzyko rozwoju ukrytego raka szyjki macicy.

Proszę zwrócić uwagę, że większość z tych 23 kobiet po kuracji Papilocare, które zgłosiły się do naszego Centrum, to były kobiety poniżej 30 roku życia. I bez żadnych wątpliwości u większości z nich infekcja HPV ustąpiłaby samoistnie, a jednak zostały bezmyślnie narażone na rozwój dysplazji i raka szyjki macicy w przyszłości. Przy czym kolejny raz podkreślam, iż nie można stwierdzić wyleczenia kobiety kuracją Papilocare tylko na podstawie ujemnych testów wirusologicznych i prawidłowej cytologii, to zdecydowanie za mało. Jest oczywiste i naukowo stwierdzone, że pewien, wcale nie mały procent testów wirusologicznych wypada fałszywie ujemnie z różnych powodów. Faktem jest również, że u kilku kobiet poddanych kuracji Papilocare konsultowanych w naszym ośrodku, następowy test DNA HPV wypadł ujemnie, czyli nie wykrył wirusa HPV mimo kolposkopowych, cytologicznych i histopatologicznych wykładników tej infekcji. Jest powszechnie wiadomym, że pobranie materiału do badania wirusologicznego zbyt wcześnie po leczeniu p/zapalnym lub po zastosowaniu jakichkolwiek środków dopochwowych powoduje, że badanie takie nie wykryje wirusa HPV. Oczywiście, wymaga to dalszych obserwacji i potwierdzenia tej teorii, ale nie można wykluczyć, iż dłuższa kuracja Papilocare powoduje, że przez jakiś czas bezpośrednio po kuracji lub w czasie trwania kuracji testy wirusologiczne wypadają fałszywie ujemnie. Nie można wykluczyć również, ze wskutek intensyfikacji infekcji HPV przez Papilocare, wirus integruje się z materiałem genetycznym gospodarza tak, że jest nie do wykrycia. Jest to znany mechanizm w przypadku zmian większego stopnia – HSIL i raka szyjki macicy. Dlatego też, na chwilę obecną każda kobieta „leczona” Papilocare powinna obowiązkowo wykonać badanie kolposkopowe, celem potwierdzenia wyleczenia, a zwłaszcza oceny stanu powierzchni nabłonkowych szyjki macicy po takim „leczeniu”.

Wobec tego, co zostało przedstawione w tym felietonie, sami sobie teraz opowiedzcie Państwo na pytanie; co lepsze ? Powstrzymać się od takiej, wątpliwej jakości „kuracji”, czy bezmyślnie rzucać się na szyjkę macicy z tego typu „leczeniem”, które tak naprawdę jest sztuką dla sztuki i nic, poza złudzeniem wyleczenia kobiecie nie daje, a bez wątpienia w dłuższej perspektywie czasowej będzie dla niej szkodliwe i nie mam żadnych wątpliwości, że doprowadzi do wielu ludzkich tragedii. Nie będę poruszał w tym miejscu tematu, że tak długie, wielomiesięczne stosowanie tego preparatu nie tylko nie poprawi mikrobiomu pochwy, ale raczej go zaburzy. Nie mówiąc już o możliwości wywołania vulvodynii, co oczywiście nie jest przesądzone, ale również prawdopodobne.

Quod erat demonstrandum.

Kraków 20.06.2021                                                                                                      dr 🙂 Jacek Grzegorz Madej

Ps. Podobnie, szkodliwe działanie maja preparaty Solcogyn i Deflagyn, przy czym ten drugi niesie ze sobą jeszcze jedno, poważne zagrożenie, ale o tym w kolejnym felietonie.