Katastrofalne skutki aplikacji mobilnej ASCCP, na przykładzie członków PTKiPSM

PTKiPSM

Szanowni Czytelnicy,

W świecie medycyny coraz bardziej modna jest tzw. sztuczna inteligencja, której jednym z przejawów są różne aplikacje mobilne mające na celu ogólnie rzecz biorąc pomóc lekarzowi w jego pracy. I nie ma w tym nic złego. Gorzej, jeżeli takie aplikacje zastępują rozum lekarza, a jeszcze gorzej, jeżeli lekarz się na to świadomie godzi i należy podać w wątpliwość nazywanie takiego kogoś lekarzem. A tak jest w przypadku aplikacji mobilnej Amerykańskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patologii Szyjki Macicy, którą nachalnie i w mojej ocenie bezmyślnie propaguje bez wątpienia uzależniony od Amerykanów prezes Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy /PTKiPSM/, profesor Robert Jach, przy udziale pozostałych klakierów z Zarządu PTKiPSM. Klakierów, bowiem żaden z nich nie protestuje, wszyscy jednogłośnie polecają jej stosowanie wszystkim lekarzom, także w ich gabinetach prywatnych w tak zwanej prewencji wtórnej raka szyjki macicy. Jak to działa? W telegraficznym skrócie – lekarz, który zdecyduje się korzystać z tego dobrodziejstwa po zainstalowaniu i uruchomieniu w swoim smartfonie wspomnianej aplikacji, wpisuje wiek kobiety, typ wirusa HPV i/lub wynik cytologii, a mądry smartfon mówi lekarzowi co ma zrobić. Wydawałoby się więc, że to pożyteczna aplikacja, ale nic bardziej mylnego. Po pierwsze, aplikacja ta nie jest sprawdzona w polskich czy nawet europejskich realiach oraz jak pisze sam twórca tej aplikacji dotyczy ona tylko przypadków standardowych, a więc w innych przypadkach, których jak wiemy nie tylko w ginekologii jest wiele, taka aplikacja jest bezużyteczna. Po drugie, należy się zastanowić co się stanie z umysłem lekarza po kilku latach stosowania takiej aplikacji i o tym możemy się przekonać na przykładzie niektórych członków Zarządu Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy /PTKiPSM/, którzy bodajże od 6 lat posługują się tą aplikacją w kontaktach z pacjentkami.

W 2022 roku podczas tak zwanej Akademii Kolposkopii PTKiPSM, /tak zwanej bo o kolposkopii to tam niewiele/ miała miejsce taka oto dyskusja  pomiędzy zadającym pytanie uczestnikiem, a występującymi w tej dyskusji członkami Zarządu PTKiPSM z lekarzem bez specjalizacji II stopnia z ginekologii, Maciejem Mazurcem w roli głównej. Była to ogólnodostępne wydarzenie, którego fragment nagralem i przedstawiam Państwu tutaj, ale samo streszczenie też robi piorunujące wrażenie.

Dyskusja wyglądała tak, cytuje w oryginale:

Uczestnik akademii zadał pytanie na podstawie konkretnego przypadku pacjentki:

Sierpień 21 – Cytologia ASC-H

wrzesień 21 – wyłyżeczkowanie kanału szyjki macicy – hist-pat onkologicznie bz

grudzień 21 – ponowna cytologia  ASC-H – następowa kolposkopia z wycinkiem i wyłyżeczkowaniem kanału szyjki macicy – hist-pat onkologicznie bz,  p16 ujemny

i pytanie uczestnika brzmiało  – co należy zrobić, czy elektrokonizacja, czy LBC+HPV HR – jeżeli tak, to kiedy ?

Pierwszy zabrał głos ginekolog bez specjalizacji II stopnia, Maciej Mazurec, cytuję jego wypowiedź w oryginale:

„Ja mam pomysł na zastosowanie aplikacji mobilnej, bo tu jest tyle zmiennych…. bo jeśli chcemy to wszystko sprawdzić, to….to….nie jest takie proste… prosta odpowiedź……[..] odwołujemy się do tego, co przedstawiliśmy, bo tu jest zbyt złożony problem i zajęłoby to nam zbyt dużo czasu” [..].

I pozostali wykładowcy z prezesem Jachem na czele entuzjastycznie zgodzili się z tą propozycją lekarza Mazurca.

W tym miejscu muszę Państwu nadmienić, że odpowiedź na powyższe pytanie, które zadał  uczestnik Akademii Kolposkopii jest banalnie prosta, mniej więcej tak, jak rozwiązanie równania: 2×2+1=X  i udzieliłby jej po krótkim zastanowieniu, nawet dobrze szkolony rezydent ginekologii, a profesjonalista zajmujący się tym tematem nawet obudzony w środku nocy bez wahania udzieliłby fachowej odpowiedzi w kilku zdaniach. Przecież z takimi przypadkami my, profesjonaliści zajmujący się rakiem dolnego odcinka narządu płciowego kobiety, spotykamy się wcale nie tak rzadko. Ja w tym roku miałem już kilka takich przypadków. Ale jak Państwo widzicie ci wybitni specjaliści nie mieli zielonego pojęcia co zrobić. Ani Dyzma polskiej kolposkopii, ani pozostali wykładowcy tego epokowego wydarzenia nie potrafili udzielić żadnej, sensownej odpowiedzi na to, banalnie proste pytanie.

Były tylko żenujące próby ratowania honoru, w postaci stwierdzenia, że nie ma informacji w jakim wieku jest pacjentka, co w tym przypadku kompletnie nie ma znaczenia, a także irracjonalnej w tym przypadku propozycji, aby w takich przypadkach wszystkie te preparaty /szkiełka/ przesłać do ponownej oceny Pani Trzeszcz /jedna z wykładowców Akademii Kolposkopii/, bo preparaty mogły być błędnie ocenione.  Być może Pani Trzeszcz jest najlepszym na świecie patomorfologiem, ale ja nie spotkałem się nigdzie z  takimi opiniami, a szansa, że dwóch lub trzech cytologów /patomorfologów oglądających wcześniej preparaty mogło się pomylić, a Pani Trzeszcz się nie pomyli jest co najmniej dyskusyjna. I to jest także przykład bezmyślnego lizusostwa i megalomanii, które nagminnie królują w tym Towarzystwie, bez wątpienia wzajemnej adoracji, a także książkowy przykład jak nie należy prowadzić szkoleń. To prawda, że nawet ponad 50% cytologicznych rozpoznań ASC-H jest nietrafionych, ale po pierwsze szansa że cytologia pomyli się dwukrotnie, identycznie w tak krótkim odstępie czasu jest znikoma, a po drugie żaden lekarz nie ma prawa kierować się takim kryterium przy ocenie jakichkolwiek wyników cytologii. Nie można sugerować uczącemu się lekarzowi, że pierwszą opcją będzie założenie, iż jakieś badanie może być „fałszywie dodatnie”, bo on to zapamięta i podświadomie przyjmie taki tok rozumowania, jak nie będzie wiedział co zrobić. No ale cóż, jak się nie wiedziało co powiedzieć, to się powiedziało, co ślina na język przyniosła – typowo eksperckie zachowanie członków PTKiPSM.

A przypomnę Państwu, że był tam jeden profesor, jeden doktor habilitowany, dwóch doktorów oraz jeden ginekolog Mazurec nie będący nawet specjalistą z ginekologii i położnictwa. I temu ostatniemu można by od biedy wybaczyć. Niepełne wykształcenie może skutkować tym, że banalne pytanie przekracza zdolności umysłowe delikwenta i zmusza go do stosowania takich „pomocy naukowych”. Ale jak widać ta sumaryczna potęga intelektu bez aplikacji ani rusz, mózgi im się zlasowały, styki się przepaliły. Cztery i pół sztuki tak tęgich umysłów nawet nie podjęło sensownej próby udzielenia odpowiedzi pytającemu lekarzowi bo … mieli za dużo zmiennych i ich analiza zajęłaby im zbyt dużo czasu – katastrofa ! Przecież to jest totalna kompromitacja i kolejny dowód jaki poziom wiedzy w temacie diagnostyki stanów przedrakowych szyjki macicy prezentują czołowi przedstawicie PTKiPSM. I z jednej strony to jest komiczne, ale z drugiej tragiczne, bo to są przecież lekarze, którzy Was leczą na co dzień drogie Czytelniczki. Na marginesie, pomyślcie proszę, jakie kobiety musiały być nieszczęśliwe dopóki nie wynaleziono tej aplikacji.

Niemniej jednak dla każdego, rozumnego człowieka nie ma w tym nic dziwnego. Skoro od kilku lat ludzie ci bezmyślnie wklepują do smartfona suche dane i otrzymują wskazówki co mają dalej robić z pacjentką, to jest rzeczą naturalną, że oduczyli się analizować i myśleć.  Ten dramatycznie smutny, ale jakże symptomatyczny przykład pokazuje dobitnie, że narząd nieużywany zanika i dotyczy to także mózgu, zakładając oczywiście że ten mózg pierwotnie był na swoim miejscu.

Należy jednak zapytać, jak to możliwe, że stało się to aż tak szybko, że już po kilku latach korzystania ze smartfona ci lekarze oduczyli się samodzielnego myślenia i kompleksowego analizowania przypadków. Jaki musiał być pierwotnie poziom wiedzy tych „naukowców”, skoro w tak krótkim okresie czasu potrafili tak dramatycznie zgłupieć, że nie potrafili odpowiedzieć na tak proste pytanie. A to są przecież wykładowcy kursów prewencji raka szyjki macicy i to także tłumaczy między innymi tak niski poziom wyszkolenia zawodowego większości polskich ginekologów w tej kwestii. Który bowiem lekarz mający specjalizację II stopnia z ginekologii i położnictwa i czasami kilkudziesięcioletni staż pracy zamiast wiedzy i doświadczenia które posiada, decyduje się korzystać takiej aplikacji ? Ano, tylko certyfikowany kolposkopista PTKiPSM, a dlaczego ? Bo oduczono go myśleć i przez to zmuszono do korzystania z tak żenujących i niedoskonałych pomocy naukowych, jak aplikacja mobilna ASCCP. Bo jego nauczyciele bez tej aplikacji sami nie potrafią samodzielnie rozwiązać nawet banalnie prostego przypadku i ustalić dalszego postępowania mając przed oczami wynik cytologii,  wynik testu HPV i badania histopatologicznego, więc zmuszają go do tępego naśladownictwa. A zdecydowana większość certyfikowanych kolposkopistów PTKiPSM to akceptuje, co notabene nie wystawia im najlepszego świadectwa.

Szanowni Państwo, rozwój medycyny – tak, udział sztucznej inteligencji w procesie diagnozowania i leczenia – tak, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku i przede wszystkim z poszanowaniem pacjenta i samego siebie. Bowiem tego typu aplikacje w rękach lekarzy-oszołomów, którym nie chce się uczyć i/lub którzy nie chcą lub nie potrafią zrozumieć, że na obecnym etapie rozwoju tak niedoskonała sztuczna inteligencja jeszcze nie może całkowicie zastąpić wiedzy, a przede wszystkim doświadczenia lekarza i którym wydaje się, że smartfon postawi za nich prawidłową diagnozę, to katastrofa dla pacjenta.

Rozbrajające jest przy tym to, że ci fachowcy bez zażenowania pokazują swój  poziom wiedzy fachowej na oczach tak wielu lekarzy. Zdumiewające jest, że naprawdę nie zdają sobie sprawy, jak bardzo się  ośmieszają. A jeszcze bardziej zabawne i smutne zarazem jest to, że obserwujący to lekarze nie potrafią lub nie chcą dostrzec z czym tak naprawdę maja do czynienia i  bezmyślnie to naśladują. Trafił swój na swego.

I tak oto rośnie Wam drogie Panie grono bezrozumnych specjalistów ze smartfonami najnowszej generacji na biurku. Już widzę oczami wyobraźni, jak wygląda wizyta pacjentki z takim problemem, jak wyżej przedstawiony, u certyfikowanego kolposkopisty PTKiPSM:

Pacjentka:

Dzień dobry doktorze, mam taki a taki problem /tu następuje opis/  i co robić, no co robić ?

Certyfikowany kolposkopista PTKiPSM:

Dobrze, że Pani do mnie przyszła. Jestem certyfikowanym kolposkopistą PTKiPSM i mam tu najnowszy model smartfona, a w nim amerykańską aplikację, która mi powie co robić. Proszę poczekać, uruchomię tego smartfona… o ?! wyładował się, ma Pani może ładowarkę, bo ja zapomniałem zabrać ?

Pacjentka:

Nie, nie mam Panie doktorze….

Certyfikowany kolposkopista PTKiPSM:

To niech Pani przyjdzie jutro.

Pacjentka:

Dobrze, Panie doktorze, Ile płacę?

Naprawdę chcecie być takimi specjalistami drodzy koledzy, lekarze ? No to… smartfony w ruch.

Szanowni Państwo, uwielbiam pytania zadawane takim specjalistom na żywo. Bo na te wszystkie wykłady i kursy, to wpruje taki jeden z drugim trochę tekstu na pamięć i udaje eksperta. A tu, wystarczy jedno pytanie i wychodzi szydło z worka, od razu widać, co sobą reprezentuje taki „ekspert” Niestety, ani tytuł naukowy, ani stanowisko, czy też funkcja automatycznie wiedzy nie dają. Ale nie mam żadnej nadziei, że członkowie Zarządu PTKiPSM kiedykolwiek to zrozumieją.  Dobranoc Państwu.

Kraków 13 maja 2024                                                                         Jacek G. Madej

Ps

Szanowni Państwo,

Jestem gotów w każdej chwili przedstawić odpowiedź na powyższe pytanie uczestnika akademii Kolposkopii w ciągu niespełna 30 sekund, przy pomocy kilku zdań, ale tylko w obecności jednego lub wszystkich wykładowców tej Akademii Kolposkopii. Problem polega na tym, czy oni zechcą i odpowiedź jest jedna – na 100% nie, sami Państwo zobaczycie.

Dalszy ciąg przygód wesołej gromadki z Akademii Kolposkopii PTKiPSM w felietonie pt. „Amerykański sen prezesa Jacha i członka Mazurca” wkrótce